Noworoczna 12!

noworoczne

Hej!

Już kilkakrotnie widziałam słowa „Grudzień – miesiąc podsumowań” i zdecydowanie się z tym zgadzam. Wiecie, że nie przypadkiem podejmujemy się refleksji myśląc o nadchodzącym nowym roku? Jeszcze z czasów liceum pamiętam nurt dekadencki z końca XIX wieku. Wtedy to właśnie zaczęto się zastanawiać nad tym co czeka ludzkość w kolejnym stuleciu. Z tego, co opowiadała mi Mama to podobne emocje wszystkim towarzyszyły w Sylwestra 1999/2000. Zapowiadano nawet KONIEC ŚWIATA! Dzisiaj brzmi to irracjonalnie, ponieważ takich „zapowiedzi” było już kilka, a w tym roku to już nawet przestałam je liczyć. Póki co wygląda na to, że szybko Nas się stąd nie pozbędą 😛

Koniec roku to dobry moment na zakończenie czy też zamknięcie pewnych spraw. I tak właśnie się dowiedziałam, że w tym tygodniu gazeta „Bravo” wydała ostatni magazyn po 26 latach działalności! Osobiście jestem w szoku, podobnie miałam, gdy 30 listopada w Poznaniu zamknęli McDonalda, który istniał od 1994 r. i był pierwszym w naszym mieście (i chyba drugi w Polsce). Kij ma zawsze dwa końce, tak samo jest z osią czasu. Każdy ma swoją osobistą i wyznacza sobie w niej co 365 dni moment na podsumowanie. Teraz moja kolej!

Jak wyglądał rok 2017 z mojej perspektywy? Dla mnie był pełen nowych wyzwań, można powiedzieć, że miałam w nim bardzo mało czasu na odpoczynek! Było pracowicie i ambitnie, a przy tym byłam w kilku nowych miejscach z moim Piotrem. No dobra, więc z tym odpoczynkiem to nie było aż tak źle, hahaha 🙂 Myślę, że wykorzystałam te 12 miesięcy w 100%, więc i też w 12 punktach oprę swoje małe podsumowanie.

  1. Obroniłam pracę licencjacką! Był to dla mnie najważniejszy moment w ciągu całego roku. Miałam ogromny stres przed samym wystąpieniem, co jak się później okazało było całkowicie bezsensu. W komisji zasiadł tylko Przewodniczący i Promotor, bo Recenzent, którego najbardziej się bałam, nie pojawił się i zostawił pytania na kartce. Chwila moment i po strachu, i oczywiście wszystko zostało podsumowane 5 do indeksu 🙂 Niedługo czeka mnie powtórka z rozrywki, ale już etap wyżej, magisterko bój się!
  2. Zorganizowałam imprezkę urodzinową. Co tu mówić? Wynajęłam loże w klubie bilardowym i zaprosiłam kilka najważniejszych mi osób. Przyjaciółka upiekła dla mnie mini torcik, a kolega mojego Brata zrobił Nam niespodziankę w postaci opłacenia gry do północy. Wbrew moim obawom, że nikt nie będzie się dobrze bawić bo się nie znają, było świetnie! Mogłam tak naprawdę wyjść tylnymi drzwiami i atmosfera nie uległaby zmianie. Gwar, śmiechy, żarty. To jest to, co człowiek chce widzieć w swoje urodziny 🙂
  3. Odwiedziłam kilka pięknych miejsc. To, co z Piotrem kochamy razem robić to odznaczać nowe miejsca na mapie. Już na początku tego roku wybraliśmy się do Torunia, później jeszcze byliśmy w Międzychodzie, Szklarskiej Porębie i Karpaczu, a niedawno w Koninie. Nie wszystkie są odległe co prawda, ale naprawdę nie trzeba nam wiele, by nacieszyć oko i uciec od codzienności. Jednak w naszych sercach najmocniej zapisał się Harrachov (zachęcam do zajrzenia, do zakładki Menu-PODRÓŻNIK). W jakiś sposób codziennie tęsknimy za tym miejscem, chyba nigdy tak nie marzyłam o powrocie gdziekolwiek. Myślę, że znaleźliśmy swój mały (czeski) raj 🙂
  4. Przeszłam drogę z Harrachova na Szrenicę! Nie sama, bo z Piotrem i grzechem byłoby o Nim nie wspomnieć. Był to Nasz największy cel będąc w Harrachovie. Nigdy nie zapomnę wyrazów twarzy pewnego Małżeństwa, już na szczycie, gdy dowiedzieli się skąd przyszliśmy. Nie ukrywam, że taka wyprawa wiązała się później z „2-dniowym Ciechocinkiem”, ale to było cudowne przeżycie!
  5. Założyłam bloga. 31 lipca przy śniadaniu w witrynie blog.pl założyłam bloga o nazwie Słowo na śniadanie. Dzisiaj piszę do Was z WordPress’a pod zupełnie innym szyldem, ale sens pozostał ten sam. Cieszę się, że tutaj jestem i mogę dla Was pisać. Jedna spontaniczna decyzja sprawiła, że odkryłam „drugie życie” i poznałam wspaniałych ludzi, także bloggerów!
  6. Byłam pierwszy raz wychowawcą na obozie. O tym także tutaj pisałam w sierpniu. Dla mnie to nie tylko było zderzenie się z opieką nad zupełnie obcymi dziećmi, ale też zmierzenie się z groźnym żywiołem – trąbą powietrzną. To był czas kiedy pierwszy raz nie mogłam myśleć jedynie o swoim bezpieczeństwie. I choć po samej kolonii mam mieszane uczucia, bo organizacja zawiodła moje oczekiwania to do dzisiaj pamiętam smutne oczy podopiecznych, gdy musieliśmy powiedzieć sobie do widzenia.
  7. Ukończyłam kurs instruktora aqua aerobiku. Tak naprawdę czekałam na niego już od stycznia, a był dopiero na początku listopada. Dla mnie to bardzo ważne, by się dokształcać i rozwijać swoje zainteresowania, a jeśli dodatkowo można to powiązać z pracą to tym bardziej warto. Nie są to tanie sprawy, ale kiedy mamy w siebie inwestować jak nie teraz? Później może być za późno.
  8. Dostałam pracę jako instruktorka fitness i aqua fitness. Właściwie jedno i drugie pojawiło się jednocześnie w listopadzie. Co najlepsze miałam wtedy zacząć pracę w Parku Zabaw dla dzieci, a fatalnie się rozchorowałam i nie mogłam iść na dzień próbny. Mimo, że ich powiadomiłam to nie dali znać czy mogę przyjść jak wyzdrowieje. I tu niespodzianka, bo tuż po chorobie zadzwonili do mnie z aqua aerobiku i z klubu fitness. W obu przypadkach od grudnia dostałam swoje grupy zajęciowe i chociaż nie jest łatwo, bo muszę poświęcić dużo czasu na samodoskonalenie, i układanie toków, to wytrwale dążę cały czas do przodu!
  9. W końcu udało mi się namówić Piotra na łyżwy! Dla jednych może to być śmieszny punkt roku, ale ja jestem przeszczęśliwa. Nie chodzi tutaj o to, że „poszedł ze mną na łyżwy, łaaał”, a właśnie cały urok jest w tym, że polubił to tak jak ja i chce więcej, i więcej. Zarażanie swoimi pasjami to coś, co sprawia mi ogromną radość!
  10. Spotkałam się ze sztuką. Tu postanowiłam wyróżnić operę i film. Jeśli chodzi o to pierwsze to miałam przyjemność przeżyć „Wesele Figara”, które było dla mnie znakomitym widowiskiem. Co najważniejsze zauroczyłam się muzyką Mozarta i chyba więcej nie muszę dodawać. Z kolei film to nic innego jak „Twój Vincent”. Od tamtej pory sztuka van Gogha zyskała w moim odczuciu zupełnie inne znaczenie. Przede wszystkim jest mi bliższa i lepiej ją rozumiem.
  11. Egzamin Piotra do poprawki. Pisałam wcześniej, że byliśmy w Koninie. Właśnie tam Piotr zdawał egzamin na Instruktora OSK. Znaleźliśmy nocleg, by nie jechać na godzinę 8 z Poznania, bo jak sami pewnie wiecie różnie bywa na drodze. W samym WORDzie, a właściwie pod marznęliśmy dobre 20 minut by się dowiedzieć, że jednak zaczynają o 9. Gdyby od początku była taka informacja to z całą pewnością przyjechalibyśmy z naszego miasta. Później już zaczął się egzamin i mimo mocno zaciśniętych kciuków nie udało się… Powtórka już na początku stycznia, na szczęście tym razem u Nas, uff. Trzymajcie kciuki!
  12. Nie zdobyłam Śnieżki. I to nie dlatego, że jestem leń i mi się nie chciało. Mieliśmy plan całą naszą 4-osobową grupką, że będąc w Szklarskiej Porębie właśnie tam się wybierzemy. Drugą opcją było podjechać do Karpacza i udać się stamtąd, żeby moi i Piotra towarzysze nie musieli być znoszeni przez nas w drodze powrotnej 😀 Niestety pogoda na dalekie wędrówki była tylko w dzień naszego przyjazdu i wyjazdu, co wykorzystaliśmy na wodospady, a tak to przez cały weekend padał deszcz. Nie chcieliśmy ryzykować i musieliśmy sobie odpuścić ostatni punkt na wakacyjnej mapie.

Myślę, że rok 2017 był dla mnie pomyślny mimo dwóch ostatnich punktów. Oczywiście wolałabym, żeby 11. brzmiał pozytywnie, a nie negatywnie, ale mam nadzieję, że w następnej noworocznej 12 właśnie tak będzie, wierzę w to mocno 🙂 Jakie mam plany na póki co nieznany 2018? „Niezapomniane przeżycie” – taką wróżbę wylosowałam spod poduszki w Andrzejki i w jakiś sposób w to wierzę, bo tegoroczna brzmiała „Wycieczka za granicę”, co miało miejsce, choć już dawno nie pamiętałam o niej, gdy rezerwowaliśmy pobyt w Harrachovie. Abstrahując jednak od tego chciałabym…

  • odwiedzić Zakopane,
  • wymyślić temat pracy magisterskiej,
  • rozwinąć skrzydła w aqua fitnessie,
  • zrobić w końcu prawo jazdy (nie dla samego „wożenia się”, a żeby móc jeździć z Piotrem w dalsze miejsca, jak np Bieszczady, jako dwóch kierowców)
  • w każdym miesiącu przeczytać co najmniej jedną książkę,
  • iść na koncert i do opery,
  • przebiec swoją pierwszą dyszkę.

I mam jeszcze jedno marzenie, ale nie chcę zapeszać, więc napiszę, gdy się spełni 🙂

Natomiast z mojej strony…

życzenia (1).jpg

Buziaki :-*

6 myśli na temat “Noworoczna 12!

  1. Miałam ledwie 7 lat podczas przełomu 99/00. 🙂 Pamiętam, że tańczyłam na starym kalendarzu ściennym, który leżał na podłodze, ponieważ został wymieniony na ten nowy – to była dopiero impreza! Picolo i tańce na kalendarzach 😀
    W ogóle w tym okresie 99/00 powstało całkiem sporo miejsc, które w nazwie odnosiły się do nowego tysiąclecia. Gdzieś pod Poznaniem jest nawet hotel 2000. 😀
    A w nowym roku życzę ci tej Śnieżki bardzo! 😀 I oczywiście wielu innych sukcesów!

    Polubienie

    1. Ja miałam wtedy jakieś 5 lat, więc kompletnie nic nie pamiętam! 😀 Ale Picolo to był przewodnik każdego Sylwestra, do dziś to mój ulubiony szampan haha 🙂

      Dziękuję, mam nadzieję, że w Majówkę się uda 😀 Tobie życzę powodzenia w Twoich postanowieniach, które z tego co widziałam są bardzo obiecujące :*

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s