„Twoja pasja czeka, aż dogoni ją odwaga…”

Nanga-Parbat

Hej,

Od wczoraj sprawdzam wiadomości, bo góry znowu pokazały, że nie są tylko obiektem pasjonatów, a żywiołem przy którym wszelkie ludzkie umiejętności okazują się zbyt małe. To była siódma wyprawa Tomasza Mackiewicza i jak piszą media – ostatnia. Jak twierdzi Elisabeth Revol, jego towarzyszka, którą udało się ściągnąć do obozu po dramatycznej akcji ratunkowej, udało mu się zdobyć wymarzony szczyt. Czy było warto? Takie pytanie można by zadać Tomaszowi, gdyby ratownicy jednak mieli odpowiednie warunki, by do niego dotrzeć. Istnieją spekulację, że jeszcze spróbują wysłać do niego helikopter, ale sprawy nie ułatwia fakt, że poszkodowany znajduje się na wysokości ponad 7000 metrów, wiatr wieje z siłą 80 km/h, a na dodatek zapowiadają burze śnieżną. Mimo wszystko – trzymam wciąż kciuki, by jeszcze miał szansę wrócić!

Internet bez granic

Co do samej sytuacji internet jest bezlitosny. Na pierwszy rzut oka widać, że większość komentarzy piszą ludzie bez pasji i bez… serca. Najlepiej oceniać siedząc w ciepłym domu na wygodnym fotelu. To, co mnie osobiście najbardziej dotknęło to właśnie takie słowa, jak te poniżej:

Szkoda chłopaka, ale tak się kończy jak się chojraczy – X

Przecież ten człowiek wybierając się w góry musiał być świadomy zagrożenia takiej wyprawy… chcieli zdobyć szczyt to zdobyli szczyt głupoty – XY

Ludzie Kochani po co właził, kto mu kazał, dobrze wiedział, że ryzykuje, zobaczcie ile ludzi ginie na ulicach, ile dzieci ginie TO JEST TRAGEDIA, życie mu niemiłe było – XYZ

Czy właśnie tacy jesteśmy? Totalnie znieczuleni? Czy fakt, że sami nie mamy żadnego zainteresowania pozwala nam na takie słowa w kierunku kogoś, kto na sercu miał wytatuowane MAM PASJĘ? To prawda, że był świadomy zagrożenia, zresztą każdej naszej decyzji powinna taka świadomość towarzyszyć. To nie była jego PIERWSZA wyprawa, a kolejna. Większość używa GPS-a by samochodem dojechać z punktu A do B, a on znał drogę na Nanga Parbat, czego niestety nie rozumie przeciętny hejter z facebooka. 

Kto nie był w górach nie ma prawa oceniać!

Sama byłam w górach zarówno latem, jak i zimą. Nie były to wspinaczki jak w przypadku Mackiewicza i Revol, ale czy to sprawia, że ryzyko jest mniejsze? Widziałam Alpy zimą, Góry Stołowe wiosną i głębokie Sudety od strony Polski i Czech na skraju lata i jesieni, a na kolejne wakacje planuję już Tatry. W żadnym z tych przypadków nie było sytuacji, żeby z tyłu głowy nie paliła mi się lampka: „Uważaj, jesteś w górach, tu wszystko może się zdarzyć”. Wystarczy jedno załamanie pogody, by już nie wrócić. Taki los spotkał np jedną ze studentek mojej uczelni. Nie można iść w góry bez wcześniejszego przygotowania, a niejednokrotnie już widziałam jak Polacy potrafią być głupi pod tym względem. Dla przykładu: Kiedy wracaliśmy z P. ze Szrenicy do Harrachova spotkaliśmy na rozdrożu pewne Małżeństwo. W kilku słowach opowiedzieli nam jak na Łabskim Szczycie znalazły się dwie przemoczone kobiety, które dotarły tam czerwonym i czarnym szlakiem, bo nie znały mapy i ktoś ich tamtędy pokierował, kiedy my śledziliśmy trasę tydzień przed wyjazdem, by dotrzeć i wrócić bezpiecznie, i o czasie. Teraz druga sytuacja, ale zimą, pewnie wszystkim dobrze znana: Grupa Polaków prosi o pomoc, bo utknęli na Morskim Oku. Oczywiście na własne życzenie, bo kto wybiera się na górski spacer tuż przed zmrokiem? Jeszcze byli oburzeni, że konie nie kursują po godzinie 16. Żenada… Od jakiegoś czasu widzę, że wyjazdy w góry stały się modne. Ludzie chcą mieć zdjęcie na Śnieżce, Szrenicy i innych polskich szczytach. Nieważne, że jesteś polskim Januszem i najdalej gdzie dotarłeś to z pensjonatu na plażę nad Bałtykiem, musisz zrobić sobie selfie i pokazać wszystkim, że byłeś w górach, już mniejsza o to, że nijak się do tego przygotowałeś. A teraz siedzisz sobie w ciepłych kapciach i hejtujesz himalaistów, bo poszli zimą w góry, no idioci! Prawda?

Kiedy ratujesz innych upewnij się, że sam jesteś bezpieczny

To złota zasada, którą wałkuje się od wieków na wszelkich kursach pierwszej pomocy. Nie możesz reanimować, jeśli wiesz, że w każdej chwili sam możesz zostać potrącony. Nie wykonasz metody „usta-usta” obcemu, jeśli nie masz maseczki. W górach nie wejdziesz na 7300 metrów jeśli jesteś doświadczonym himalaistą i wiesz, że idąc po poszkodowanego sam możesz zginąć. Gdy włączyłam dzisiaj z rana internet pierwsze co zobaczyłam „Polskim himalaistom idącym na K2 udało się ściągnąć Elisabeth Revol do obozu”. Ogromna ulga, bo w końcu z dwóch mają już jednego, to dobry znak! Następną informacją było, że podjęto decyzję o tym, by zakończyć akcję, bo warunki pogodowe nie pozwalają. Jak zostało to ocenione przez internautów?

Dlaczego najpierw nie poszli po niego tylko zeszli z tą francuską?! – XYZŻ

Serio!? Bo takie ważne w tym momencie jest, że to Francuzka? Mogłaby to być Pakistanka, Niemka, Azerbejdżanka, TO NIE MA ZNACZENIA, bo to jest CZŁOWIEK. Taki sam jak Ty. Była najbliżej i co? Mieli jej powiedzieć „Czekaj tu na nas, bo nie jesteś Polką, więc zejdziesz druga”. Śmiechu warte… Czy ktoś kto to napisał w ogóle zdaje sobie sprawę jaka jest odległość między K2 a Nanga Parbat?

fe59b706-5d46-43b7-88e2-987a315a0475
(zdjęcie: sport.tvn24.pl)

Gdyby poszli po Tomasza, a ją zostawili to prawdopodobnie dzisiaj byłaby w wiadomościach informacja, że nikt nie wrócił. Ja wiem, że Polacy czują się pokrzywdzeni przez zachodnią Europę, bo Unia, mamy gorzej i tak dalej, i tak dalej… Najgorsze tylko, że staliśmy się strasznymi narodowcami do tego stopnia, że nawet w obliczu takiej tragedii zarzucamy ratownikom, że zostawili naszego człowieka na pewną śmierć, a uratowali obcokrajowca.

Zrozumie ten, który robi w życiu to co kocha

Trudno wymagać od ludzi zrozumienia. Niektórzy całe życie przetracili na „nicnierobizm”. To smutne, że najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy nigdy do niczego nie dążyli, a jeśli już zaczęli to odpuścili sobie po kilku dniach lub tygodniach, bo tak jest wygodniej. Ja wychowałam się między innymi na programach Martyny Wojciechowskiej, której głównym mottem zawsze było „Niemożliwe nie istnieje”. Z tą myślą przeżyłam już kilkanaście dobrych lat i jak na razie nie żałuję żadnego z moich mniej lub bardziej szalonych pomysłów. Nabiłam sobie przez to kilka guzów, ale kto nie ryzykuje ten nie pije szampana.

Mocno wierzę, że Tomasz jeszcze żyje i wróci do swojej żony, która czeka na niego razem z dziećmi, w końcu nadzieja umiera ostatnia.

Człowiek jest tylko mocny w stosunku do drugiego człowieka w pyskówkach i przekomarzankach. Swoją wartość często opiera na materii, która przecież jak wiadomo jest tylko tymczasowa. Zresztą tak samo jak i człowiek.

Tomasz Mackiewicz

 

23 myśli na temat “„Twoja pasja czeka, aż dogoni ją odwaga…”

  1. Niestety część Polaków to bezrefleksyjne i nieempatyczne cebulactwo. Co do drugiej sytuacji nad morskim okiem to powinni jeszcze płacić za to zejście. Góry są nieprzewidywalne. Zdobywcy szczytów na pewno mają świadomość co może ich spotkać. Ta ich determinacja i chęć zdobycia szczytu… A nasza… Mądry post! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Strasznie im zazdroszczę takiej odwagi, a smak przejścia wielu kilometrów doskonale znam i to naprawdę uzależnia. Kiedy nogi na drugi dzień mówią „odpocznij” ty najchętniej poszedłbyś drugi raz! 🙂 Dziękuję za miłe słowa!

      Polubienie

  2. Ten post jest potrzebny bardzo! Powinien go przeczytać każdy hejter.
    Aż człowiek się gotuje od środka słysząc wszystkich tych Januszy, co wiedzą lepiej.
    Jeśli chodzi o góry, to w dupie byłam i gówno widziałam, ale wobec każdej siły natury odczuwam respekt i szacunek. A himalaistów podziwiam i z całego serca mam nadzieję, że jeszcze się uda przeprowadzić akcję do końca.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Wow, czytam Twój post po opublikowaniu mojego i ciesze się, że myślimy podobnie.

    Widząc cały tej hejt aż zbierało mi się na wymioty. Jestem w szoku, skąd tyle jadu zbiera się w ludziach… Nawet w obliczu takiej tragedii niektórzy nie potrafią trzymać języka za zębami…

    To co zrobili Bielecki i Urubko, ten nadludzki wysiłek zasługuje na najwyższy szacunek i podziw. W moim odczuciu są bohaterami. A Eli też pokazała niezłomność i odwagę, na czworakach pokonując ostatnie metry. To się nazywa siła.

    A Tomek, cóż. Spełnił swoje marzenie. Wierzę, że odszedł szczęśliwy. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tak jak pisałam i Ty zresztą też: Łatwo się hejtuje z perspektywy ciepłego koca i kapci 🙂

      Mam jeszcze cichą nadzieję, że on żyje. Podobno jest pomysł, by dronem go znaleźć 😮 Kurde… Współczuje tym ratownikom. To na pewno głupie uczucie mieć świadomość, że tylko 2km ich dzieliły od Tomka gdy zabierali Eli… 😦

      Polubienie

  4. Szanuję za pasję i odwagę, ale uważam też, że mając żonę i dzieci ryzykować swoje życie to trochę egoizm… Z drugiej strony powiecie, że żony egozim by był jakby go nie puściła i ograniczała w spełnianiu marzeń, no ale ja w tym i tak byłabym po tronie żony… Po za tym spotkałam się z określeniem, że to bohaterowie, że poszli w takie góry. Ale ja nie widzę tu bohaterstwa. Prędzej Ci ratownicy są bohaterami.

    Nie jestem też bardzo na bieżąco z wiadomościami, ale miejmy nadzieję, że jakimś cudem jeszcze żyje i go ocalą…

    A i hejt jest WSZĘDZIE, przy tematach ważnych i mniej ważnych, dużego i małego kalibru, zawsze zajdzie się miejsce na hejt. Nie unikniesz tego i nie uciekniesz… taki świat… 😦

    Polubienie

    1. Poruszyłaś właśnie te dwie kwestie, które w tym temacie najbardziej nurtują ludzi bo z jednej strony racja – osoba z tak ryzykowną pasją nie powinna zakładać rodziny, a z drugiej strony jego żona go poślubiła z takim pakietem i tylko bycie na jej miejscu pozwoliloby nam to zrozumieć 🙂

      Alpiniści i Himalaiści są uważani za bohaterów, bo jak sportowcy zdobywają szczyty za dany kraj (symbolicznie umieszczenie flagi narodowej po wejściu na szczyt), ale dla mnie to po prostu ludzie z pasją 🙂

      Polubienie

  5. Nie może mi to wyjść z głowy przez ostatnie dni. Bardzo przykro, że tak się stało. Próbowałam to sobie wyobrazić. Próbowałam wyobrazić sobie, co czuła ta kobieta, zostając sama i walcząc o przetrwanie. Wiem, że zdania są podzielone i że o tym co się stało wie tylko ona. Nic to już nie zmieni, nie umniejszy tragedii.
    Szanuję ludzkie wybory i pasje, bo kim jestem żeby oceniać, czy coś jest właściwe, czy nie? To, że osobiście nie wyobrażam sobie takiego hobby, nie znaczy, że nie istnieje 🙂
    Jednak oboje z Tomkiem stwierdziliśmy, że nic nie rozdzieliłoby nas z rodziną, że takie ryzyko to nie dla nas.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Rozumiem to 🙂 Ja swego czasu myślałam o wyjechaniu na Erasmusa, ale nie chce tutaj zostawiać Piotra, wole polskie studia u jego boku, tym bardziej ryzykanckie hobby nie wchodzi w grę. Tym bardziej podziwiam ludzi z takimi pasjami 🙂

      Polubienie

  6. Zgadzam się z inmyminds, że ryzykowanie życia dla zdobycia góry jest conajmniej samolubne, jeśli się posiada rodzinę. Z drugiej strony jest to pasja i wielki wyczyn, który wpisze się w historię. Współczuję żonie i dzieciom, ale jak wyglądały między nimi rozmowy o tej wyprawie to już tylko oni wiedzą.

    NIE ZGADZAM się jednak z wypluwaniem jadu w tak wyjątkowo tragicznej sytuacji. Każdy ma prawo myśleć, jak chce i mieć swoje własne opinie, ale żeby zaraz w tak nietaktowny i agresywny sposób je wypowiadać na głos (nieproszonym)- to już jest zwykły brak wychowania i empatii.

    Polubione przez 1 osoba

    1. No właśnie, wszystko to już zależy od tego jak w ich rodzinie się o tym rozmawiało. Co do plucia jadem to ludziom się wydaje, że w internecie można, bo niby są anonimowi, ale prosto w twarz już nie są tacy mądrzy 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s