Piątkowa diagnoza jest taka, że…

29390819_1852466194816440_1865708480_o.jpg

Hej!

Na początek dobra rada: nigdy nie mówcie, że na waszych studiach nic się nie dzieje, bo jak się już zadzieje to z bolesnym efektem albo tak jak w moim przypadku „defektem”. Tym bardziej, że jest o wiele więcej lepszych opcji na piątkowe popołudnie niż jeżdżenie od szpitala do szpitala, by koniec końców udało się stwierdzić złamanie kości nosa.

Ogólnie mówiąc jest to moje pierwsze złamanie w życiu. W sumie zawsze sobie myślałam, że jak już mi się to przytrafi to będzie to ręka albo noga, ale nigdy nos! Z drugiej strony dziękuję mojej Mamie, że obdarzyła mnie dosyć wyrazistą kością nosową, bo mogło być gorzej, a tak to skończyło się na prostym złamaniu, bez deformacji i miejmy nadzieję bez operacji plastycznych w przyszłości. Zawsze miałam jakieś „ale” do swojego nosa, ale po dzisiaj już zawsze będzie moją ukochaną częścią twarzy. Podobno jak się straci to się zaczyna doceniać, więc niech już sobie będzie jaki był, ale PROSTY, błagam nad życie!

A teraz dobra rada nr 2: nie krzyczcie na swoje dzieci jak wrócą ze szkoły z podbitym okiem czy właśnie złamanym nosem i uwierzcie mu, że się nie bił, a zarobił przy zabawie w berka. Mówię wam to ja: 22-latka, studentka Wychowania Fizycznego, która zderzyła się czołowo głowa-nos z 3 razy silniejszym kolegą, właśnie podczas berka. Niby nic, ale już chyba podziękuję za tego typu zabawy.

Pisałam tu już kiedyś, że mój P. jest wspaniały? Pewnie tak, ale powtórzę to jeszcze raz! Tak naprawdę to gdyby nie On to ten dzień byłby tragiczny pod względem całego zdarzenia. Na moje słowa przez telefon: „Możesz wyjść szybciej z pracy? T E R A Z? Chyba złamałam nos” rzucił wszystko i tak jak stał w stroju roboczym, tak przyjechał po mnie na uczelnię. Ani minuty dłużej się nie zastanawiał tylko zdecydował za mnie, że jedziemy na SOR, bo ja jak zwykle miałam wątpliwości czy mój przypadek jest na miarę natychmiastowej opieki lekarskiej. Najpierw pojechaliśmy do jednego szpitala, ale tam pielęgniarki powiedziały żebyśmy od razu jechali do innego, bo u nich nie ma laryngologa i chirurga od urazów nosa. Z kolei w drugim uprzedzili nas, że nawet 3h! będziemy czekać, ale jak się później okazało po 45 minutach już byłam po wizycie, zdjęciu i wizycie nr 2. Lekarz śmiał się, jak mu powiedziałam, że studiuje Wychowanie Fizyczne i zderzyłam się w berku, ale podsumowaliśmy to krótko: muszę sprawdzić na sobie czym grożą takie zabawy zanim je pokaże dzieciom hahaha 😀 W każdym razie DZIĘKUJĘ KOCHANIE! Przy Tobie żaden uraz nie jest mi straszny! ❤

Jednak bardziej niż nos bolą mnie odwołane zajęcia. W sumie też ze względu na nie poszłam do lekarza, bo zawsze mogłabym jutro wstać i nieświadoma, ze złamanym nosem, biegać i skakać razem z dziewczynami albo obudzić się i mieć wielką banie na twarzy, a wtedy to już trochę za późno by szukać zastępstwa… Tak to wyszłam fair wobec wszystkich i do końca tego, i następnego tygodnia będę odpoczywać. Mimo wszystko jest mi przykro, bo lubię swoją pracę i bardzo niechętnie oddaje swoje godziny. Ba! Ja to nawet biorę nadgodziny za innych, a teraz nic z tego, żadnego przeciążania do końca kwietnia.

Może to wyda się wam głupie i dziwne, ale siedząc w poczekalni nagle z jednej z sal wyłonił się ksiądz. Chyba nigdy żaden duchowny swoją obecnością nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak ten. W pewnym momencie widziałam tylko jego idącego korytarzem i pukającego do drzwi pytając „Przyjmujemy komunię?”. Przez chwile miałam wrażenie jakby sam Anioł pojawił się przede mną, by mnie uspokoić, że wszystko dobrze się skończy. Najlepsze jest to, że gdy już P. do mnie przyszedł usiąść to księdza już nigdzie nie było… Nie wiem co wy o tym myślicie, ale albo miałam pourazowe omamy, albo serio to była Boża Opatrzność w osobie duchownego.

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że dobry humor ani na chwilę mnie nie opuścił. No może poza jedną chwilową sytuacją, gdy P. mi się przyglądał aż się zdenerwowałam, że się patrzy na mój obrzęknięty nos, ale to chyba każda kobieta w mojej sytuacji czułaby się niekomfortowo. W końcu nie lubimy zmian w naszej urodzie. Tak czy inaczej nie byłam przerażona ani rozżalona, w sumie zaczęłam szukać dobrych stron, jak np to, że przestałam kichać i smarkać, co ostatnio mocno mnie męczyło, a to zawsze coś! Poza tym już ze sprawcą wypadku dogadałam się, że mu oddam jak wyzdrowieje. Przecież nie mogę mu tak tego puścić płazem, przeprosiny przeprosinami, ale co zabolało to zabolało! Oczywiście żartuje, przekażcie mu jak go spotkacie 😉

Buziaki!

inexperiencedcolossalcamel-max-1mb

16 myśli na temat “Piątkowa diagnoza jest taka, że…

  1. Biedna, współczuję Ci, bo pewnie musiało boleć…
    Też miałam kiedyś śmieszną akcję na wfie – kumpel złamał mi mały palec, straciłam przytomność, on mnie nosił na rękach, a ja wypominałam mu to jeszcze później przez pół roku 😀

    Zdrówka!

    Rozwalił mnie ten gif pod koniec! Hahaha!

    Polubione przez 2 ludzi

  2. Złamanaego nie miałam nosa, ale stłuczony już tak. Się w zimę wywaliłam na twarz wchodząc pod górke z sankami… się lało… ale bez szpitala się obyło wtedy. Zatamowano krwotok i tyle. Złamaną natomiast miałam rękę, na rolkach się wywróciłam. O matulu, co za ból. Chyba najgorszy do tej pory 😛 Szybkiego i PROSTEGO zrośnięcia życzę! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  3. Nos przestał kichać i smarkać, bo był w totalnym szoku, po tym co mu zrobiłaś. Odebrał to jako osobistą zemstę za kichanie i smarkanie, i naprawdę się wystraszył.

    Muszę ci coś napisać, odnośnie księdza w szpitalu… Gdy w wieku 24 lat trafiłam do szpitala i nikt nie wiedział co mi jest, przenosili mnie z ginekologii na chirurgię i z powrotem. W końcu zakwalifikowali mnie do operacji i znowu trafiłam na chirurgię. Gdy styraną wwozili mnie na wózku, było mi już wszystko jedno. Pielęgniarka mówi do mnie „Mamy dla pani taki miły pokoik, tam też leży dziewczyna, mniej więcej w pani wieku”, no i otwiera drzwi do tego miłego pokoiku, a tam… Ksiądz! Siedzi na łóżku przy tej dziewczynie. Kasia, uwierz mi, że moje skojarzenia były skrajnie inne, niż twoje! Żaden anioł, on przyszedł z ostatnim namaszczeniem! „Ku*wa, ja tu umrę, jak nic!” Jak ja się zaparłam na tym wózku! Wszystkie siły odzyskałam! W poprzek stawałam, koła blokowałam! Hahaha! Na bank pomyśleli, że z psychiatryka mnie wiozą…
    Potem okazało się, że ten ksiądz po prostu odwiedza pacjentów, a tę dziewczynę znał. 😀

    Fajnego masz tego P, 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s