#4 „Notatki AWF-iaczki” – czyli jak przetrwać ostatni rok studiów

strajk

TYDZIEŃ 15

Znacie może sposób jak wrócić do żywych po 2-tygodniowej przerwie? Jak znaleźć w sobie motywacje do kontynuowania studiów, gdy wokół tyle pokus? Dlaczego ten jeden dokument, zwany dyplomem, tak ciężko zdobyć, a jednocześnie każdy go może mieć w XXI wieku?!

1800 zł netto na start?

Ostatnio dużo się mówi o strajku nauczycieli. Mocno to popieram, bo sama bardzo nastawiłam się na ten zawód, gdy już skończy się studencka sielanka. Jednak im bliżej do celu tym mam więcej wątpliwości. Nie, nie! Wcale nie chodzi o powołanie, a o marne zarobki. Oczywiście nie spodziewam się, że świeżo po studiach zobaczę na koncie 3000 zł, ale halo? 5 lat nauki, w kółko słuchanie tego samego, wypisywanie zeszytu praktyk bez końca i to wszystko dla 1800 zł netto? NETTO? A czy nauczyciel ma przepraszam wypisane na czole „CARITAS – za darmo wychowam Twoje dziecko, jeee!”.

NO WAY. 

Nauczyciele żądają podwyżki w wysokości 1000 zł netto, a co dostali? 85 zł i to jeszcze nie od nowego roku, a od marca i jak to się mówi potocznie na więcej nie licz. Dawniej, gdy jeszcze droga awansu trwała 10 lat to jeszcze niska płaca była jako tako do przyjęcia, ale teraz gdy wydłużyli ją do 15 lat (gdzie tyle zwykle i tak to zajmowało, bo jeszcze po drodze dzieci i tak dalej…) to aż trudno sobie wyobrazić co to będzie. Staż? 2 lata, praktycznie bezpłatnie patrząc na wyżej wymienioną stawkę. Ciąża w trakcie? Koniec stażu, a wszystko wygląda tak, jakbyś nigdy tego stażu nie zaczęła. No cóż… Rzeczywistość ma się tak, a nie inaczej. Niby nauczyciele walczą, w Poznaniu niektóre licea zdecydowały nie sprawdzać próbnych matur, w innej szkole w ogóle jej nie przeprowadzono. Z kolei liceum do którego chodziłam zdecydowało, że nauczyciele nie będą sprawdzać matur „po godzinach” w domu tylko na lekcjach. Dlaczego po godzinach umieściłam w cudzysłowie? Dlatego iż mówi się, że nauczyciel pracuje 18 h i laba. Wcale nie… 22 h musi wyrobić w czasie wolnym po pracy, choć nikt im za to nie płaci (zadania domowe, rady pedagogiczne, imprezy szkolne, zebrania).

Pielęgniarki strajkowały, tak jak i kierowcy oraz policjanci, i co? Wygrali. Czy nauczyciele wygrają? Nie sądzę. W Polsce to jest tak, że wymagają, by ludzie byli wykształceni i w ogóle ą i ę. W rzeczywistości za sukcesem braku analfabetów stoi najmniej doceniana grupa społeczna – nauczyciele. Na zachodzie? Urzędnik, wysoka pensja, dużo profitów. W Polsce? Niania do wychowywania cudzych dzieci. Zapomniałabym o rodzicach… którzy jeszcze mają czelność przyjść raz na miesiąc na zebranie i narzekać, że ich pociechy są ŹLE UCZONE, że muszą odrabiać ZADANIA DOMOWE, że są GNĘBIONE NA LEKCJACH .

Jakiś czas temu moja Mama była świadkiem takich wyzwisk, w szkole mojej Siostry, pod adresem nauczycielki języka polskiego. Zaorała wszystkich jednym skutecznym pytaniem (retorycznym): A które z Państwa dzieci przeczytało zadanych przez nauczycielkę Krzyżaków? Kurtyna.

*

Piłka nożna powinna być kolejną z tajemnic różańcowych, bo kompletnie nie wiem o co w niej chodzi. I dzisiaj w sumie biegałam 1,5 h jak dla mnie bez celu, bo nie miałam pojęcia dlaczego tu kopie, tam przyjmuje, jeszcze gdzie indziej muszę biec, bo już za mną leci kolejna osoba. Na dokładkę jeszcze dostaliśmy po głowach od prowadzącego, że nie znamy NOWOCZESNYCH ćwiczeń stretchingu dynamicznego dla piłkarzy… Nikt nam nie uwierzył, że uczelnia na nas sra i naszą wiedzę o tych super nowych formach. Wszystko sami mamy sobie szukać, a wszystko po to by potem zarabiać 1800 netto hahaha.

Nie no ogólnie nie mam nic do piłki nożnej, lubię ją oglądać i w ogóle, nie lubię jej jedynie, gdy to ja dostaję piłkę pod nogi i… No właśnie i co dalej? Kopię, bo prostu kopię. Gdzie tylko się da. Nie patrzę w ogóle czy to kolega, czy przeciwnik. Kopię, żeby tylko mieć piłkę jak najkrócej. Piłka parzy – ta zabawa weszła mi już w krew!

*

Jednak uczelnia to nie tylko rozmyślanie o przyszłości i uciekanie przed piłką, ale też nowe doświadczenia. Tym nowym doświadczeniem była dzisiaj strzelnica. Rzadko kiedy dorosły człowiek ma okazję zrobić coś pierwszy raz, a dzisiaj właśnie ten pierwszy raz miałam możliwość strzelać z broni palnej do celu.

Mieliśmy dwie próby po cztery strzały. Nauczyliśmy się ładować amunicję, przeładowywać broń i wykonywać strzały. Następnie wyładowywać magazynek i odkładać broń. Moje pierwsze cztery strzały? Dwa ślepe, dwa trafione. Druga próba? Jeden ślepy, trzy trafione. Chyba poszło mi najgorzej ze wszystkich, ale niespecjalnie się tym przejmuje. Z jednej strony trudno było mi się skupić przy początkowym celowaniu bo mój astygmatyzm na to nie pozwalał, z drugiej chyba trochę traciłam celność, bo zamykam oczy w momencie naciśnięcia spustu. Trochę czułam się jak Cztery z Niezgodnej, bo on też nie potrafił patrzeć na cel, gdy strzelał, więc tym bardziej nie wstydzę się mojej słabości 😛

A tak serio – nie jestem za używaniem broni dla zabawy, ale warto umieć używać broń, bo nigdy nie wiadomo w jakiej sytuacji się znajdziemy!

Jak przetrwać ostatni rok studiów?

Wystrzałowo.

Reklamy

6 myśli na temat “#4 „Notatki AWF-iaczki” – czyli jak przetrwać ostatni rok studiów

  1. Boszszsze… kocham takie mamuśki (i tatuśków) na zebraniach… Nie dosyć, że nie dadzą sobie słowa powiedzieć, to jeszcze zabierają czas innym rodzicom. Trzy pierwsze przykłady jakie przychodzą mi do głowy:
    1. Mama Krzysia. Mama Krzysia znana była z tego, że jest mamą Krzysia, a na zebraniach wszyscy musieli słuchać jaki jej Krzyś jest zajebisty, i jak niesprawiedliwie dostał 5 z minusem. Potem ta matka stała na konsultacjach pod drzwiami każdego z nauczycieli, chociaż jej Krzysiu miał same piątki. Nie, ona musiała wpierniczyć się w kolejkę między rodziców np. dzieci zagrożonych, żeby porozmawiać z każdym nauczycielem o wyjątkowości Krzysia.
    2. Mama Wery. Mama Wery z wiecznym grymasem na gębie, w postawie roszczeniowej, ze wszystkiego robiła problem. Kiedyś zdominowała zebranie, wyrażając swoją wściekłość na siostrę od religii, że śmiała zachęcać dzieci do marszu za życiem. Mama Wery chciała zadzwonić na policję…
    3. Tata Kubusia. Na zebraniu omawiana była dwudniowa wycieczka. Tata Kubusia cały czas przerywał pytając o to, o czym właśnie powiedziała wychowawczyni. Albo jej nie słuchał albo był opóźniony. Zadawał najbardziej idiotyczne pytania, w tym a dlaczego dzieci nie mogą zabrać tego, czy tamtego. W końcu zapytał czy może odwiedzić syna na wycieczce. Tak, na tej dwudniowej…

    trochę odbiegłam od tematu, ale ogólnie – wiadomo. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s