Połowa sukcesu to więcej niż myślisz

DSC_0210

Hej!

To kolejne zdjęcie z cyklu „Zrób mi fotkę jak idę!”, mam ich całą masę. Chyba któregoś dnia zrobię o tym osobny post, bo w sumie przy okazji będziecie mogli zobaczyć kilka fajnych miejsc, w których byliśmy z P. 😀

Tak czy siak, strajk nauczycieli wciąż trwa i póki co końca nie widać. Dzisiaj nawet jeden klient przyszedł na trening z córeczką, bo nie miał gdzie jej zostawić. Ja już czekam aż moja Siostra rozpocznie naukę w domu, bo za rok matura, a program sam się nie zrobi. Jakby nie było, zarówno Siostra, jak i ja jesteśmy MUREM ZA NAUCZYCIELAMI i niech wygrają te bitwę 🙂 Powiem Wam, że przykro mi się czyta te wszystkie komentarze, które ewidentnie pokazują jak bardzo Polacy nie szanują zawodu nauczyciela. Nawet w sumie bardziej chodzi o to, że Polak Polaka oczernia, poniża i ma za nic. A przecież nauczyciele zrobili coś na co nie stać większości hejterów – wyszli przed szereg. Ktoś w końcu rzucił wszystko i sprzeciwił się systemowi zamiast dalej ślepo wierzyć w to, że tak musi być. Nie wiadomo jak to się skończy, ale jedno jest pewne – strajk to już połowa sukcesu! 🙂

I właśnie o tej połowie sukcesu dzisiaj będzie ten wpis. A wszystko dlatego, że dzisiaj w końcu usiadłam do pisania pracy magisterskiej. Wzdychałam nad tym miesiąc, unikałam biblioteki nawet będąc w pobliżu. Wyszukiwałam literaturę, ale niechętnie do niej zaglądałam, ale przecież mamy już KWIECIEŃ, więc czasu zostało już coraz mniej. Wstałam rano do pracy, spakowałam laptopa, a o 10:30 pognałam do wymienionej wcześniej biblioteki. Wyszłam z niej o 14:30, a efekt jest taki, że mam już napisane 4 strony z których jestem dumna! Pierwszy akapit zajął mi na pewno godzinę (jak nie więcej), ale później już tylko hej! do przodu 🙂 Jeszcze tylko nie wiem czy w ogóle da się to czytać, póki co sama sobie wyznaczyłam terminy, by do 1 czerwca już wszystko mieć i już tylko dopracowywać niedociągnięcia. Powiem Wam, że jak pisałam licencjat to o tej porze już miałam połowę, ale wtedy pisałam o czymś, o czym nie miałam dużego pojęcia i uczyłam się przeglądając literaturę. Teraz dla odmiany mam same oczywistości i mimo, że teoretycznie jest łatwiej to w praktyce różne myśli przychodzą mi do głowy, gdy po raz kolejny piszę słowo „aktywność fizyczna”. Dla mnie już samo dojście do czytelni to połowa sukcesu, bo jak pisałam – omijałam ją szerokim łukiem. No, ale przecież nie przeskoczę obrony. Mogę jedynie przegapić rok, a szkoda by było, bo naprawdę mam serdecznie dość mojej uczelni 😛

Prawda jest taka, że samo wyjście z domu to już połowa sukcesu. Mówi się, że pierwszą przeszkodą, by iść pobiegać jest zacząć, a zaczyna się od pokonania drzwi we własnym mieszkaniu. Czasem mam wrażenie, że klatka schodowa to czarna dziura dlatego tak ciężko jest nam ją pokonać i spełnić swoje postanowienia. W przypadku pisania pracy magisterskiej tą czarną dziurą okazał się dystans uczelnia-biblioteka i chociaż jest to kwestia 500 metrów to jednak musiałam się zaprzeć i to pokonać. Myślę, że nie ma takiej rzeczy, która nie kończy się sukcesem, bo przecież samo podejście do tematu to już 50%, a więc nie ma mowy o porażce. Porażka jest wtedy, kiedy nic nie robisz i co najgorsze – nie zamierzasz nic zrobić. Trudno jest spełnić swoje postanowienia… Dobrym przykładem są postanowienia noworoczne. Większość z nas w lutym już nie pamięta jakie założenia sobie wyznaczyła, ale są takie postanowienia jak np Przeczytam 100 książek przez cały rok. Może nie uda się przeczytać 100, ale już 10 to jest sukces, bo to oznacza, że w ogóle coś zostało przeczytane, a to już POŁOWA SUKCESU! 

Często wzdychamy, że jeszcze tyle przed nami nim osiągniemy efekt. Tak na przykład jest w przypadku odchudzania. Wiem, że podaję Wam ciągle przykłady z dziedziny sportu, ale trudno mi tego nie robić skoro 50% czasu wolnego spędzam w klubie fitness, a drugie 50% na Akademii Wychowania Fizycznego. Jestem sportowym świrem i mam nadzieję, że już się z tym oswoiliście… 😀 Wracając do myśli… Często marzymy sobie, że chcemy ważyć tyle i tyle, mieć w bicepsie tyle i tyle, i tak dalej i tak dalej. Nie wiem czemu, ale większość ludzi ma tak, że od razu skazuje się na porażkę: nigdy nie schudnę, zawsze będę patyczakiem, nie dam rady na tych zajęciach. Zawsze moim podopiecznym podpowiadam, że jedna jednostka zajęć to tylko 55 minut. Jedna godzina wyciągnięta z życia, ale powtarzana systematycznie da prędzej czy później zamierzone efekty. Połową sukcesu w spełnieniu swoich marzeń będzie już sama rozmowa z kimś, kto zna się na kształtowaniu sylwetki. Połową sukcesu będzie znalezienie najbliższego klubu fitness. Połową sukcesu będzie pójście do tego klubu fitness i wykupienie karnetu na początek na miesiąc. Po tych czynnościach nie ma już mowy o porażce, bo zrobiło się krok na przód, a nie dwa w tył i tak, to jest już POŁOWA SUKCESU!

W tym roku moim i P. największym wyzwaniem jest i będzie uzbieranie jak największej sumy na przyszłoroczne wesele. Wiemy, że to będzie dość duża suma, jak na dwoje młodych ludzi, ale nie dopuszczamy myśli, że nie uda nam się odłożyć założonej przez nas kwoty. Co prawda, wesele wyprawiamy na 60 osób, ale jesteśmy zdania, że nawet lepiej odłożyć więcej niż za mało. Póki co miesięcznie udaje nam się zaoszczędzić 1000 zł i choć do upragnionej sumy jeszcze długa droga to według mnie samo odkładanie to już połowa sukcesu. Przecież zawsze kusi, by coś sobie kupić czy to do ubrania, czy do mieszkania, a będąc na mieście chciałoby się zjeść coś niezdrowego mimo, że w domu lodówka nie świeci pustkami. Nie umrzemy jak przez jeden rok wstrzymamy się z głupotami. 

Tymczasem idę dalej rozmyślać nad swoim dzisiejszym pół-sukcesem. 

Boję się zaglądać do moich dzisiejszych wypocin liczących 4 strony.

Nie no, chyba nie będzie tak źle.

No nic, jakby nie było, to już coś jest. 

Miłej reszty tygodnia Kochani ❤

8 myśli na temat “Połowa sukcesu to więcej niż myślisz

  1. Same prawdy prawisz 😀

    Też jestem tego zdania, że lepiej coś robić i podejmować trud, niż oddać wszystko walkowerem. 🙂 I choć pierwszy krok zawsze jest najtrudniejszy, warto go zrobić 🙂

    A magisterką się nie przejmuj 😀 Najtrudniej zacząć, później pójdzie jak z płatka 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Jak przeczytałam o tej magisterce rozpoczętej z kwetniu to się trochę zaskoczyłam. Kilka lat temu już w listopadzie wiedziałam, że jak nie zaczęłam we wrześniu, to będzie lipa. No i byłą lipa. Mgr nadal czeka, nie wiadomo czy się doczeka. Tyle, że dwa już mam, to mi ten trzeci magazynier tak nie za bardzo potrzebny 😀

    Polubione przez 1 osoba

  3. Nigdy nie byłam dobra z matmy, ale skoro sukces to przeczytanie 100 książek, jakim cudem 10 jest połową sukcesu?
    😂😂😂
    Dobra, dobra, nie mogłam się powstrzymać.
    Często te łatwiejsze i znane nam rzeczy, potrafią skutecznie spowolnić albo uśpić czujność. Wiem, że ci się uda, ale musisz trochę podgonić. Proszę się skupić na pisaniu pracy, i chociaż przez chwilę nie myśleć o niebieskich migdałach (czytaj: ślubie) 😀

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s