Patrząc na życie z dystansem… dziecka.

IMG_20190920_121237.jpg

Hej!

W końcu uwolniłam się od obowiązków, snu, obowiązków i jeszcze raz… snu. Tak, dokładnie… Wrzesień tak właśnie u mnie wygląda. Jak nie siedzę nad dziennikiem elektronicznym czy nie śledzę programu nauczania to śpię! Serio! A jak nie śpię i nie siedzę nad tym, co przed chwilą wymieniłam to relaksuje się u boku Ukochanego. Jejku, co ja bym bez niego zrobiła!

Ostatnio uświadomiłam sobie dlaczego tak bardzo chciałam uczyć i zresztą dlaczego tak bardzo chcę to robić teraz. Nic nie dodaje mi takiej dziecięcej energii jak lekcje w szkole. Dzieci mają takiego powera, trudno je dogonić, a jeszcze trudniej przekrzyczeć. Cieszą się jak „głupie do sera”, ale to nie szkodzi! Lubię patrzeć jak się ekscytują, że nauczyli się czegoś nowego albo znowu wygrali zespołowo. Ba! Nawet jak indywidualnie pokonują swoje słabości w biegu na 60 metrów. To nic, że ich wyniki są o wiele niższe niż te które pamiętam ze swoich szkolnych lat. To nic, że czasami mało brakuje bym je udusiła, bo nie dają mi dojść do słowa. To nic, że wielokrotnie muszę pokazywać to samo, bo zawsze o dziwo któreś nie dostrzeże do końca ćwiczenia. To nic, naprawdę! Bo rzeczywiście nie wracam zmęczona do domu, a pełna zapału i chęci by iść dalej, dalej i jeszcze dalej. I choć program nauczania to jakiś wymysł z kosmosu, bo jak można planować wychowanie fizyczne, kiedy jest tyle fajnych rzeczy, które można robić, a program ich nie obejmuje, to jakoś to przeskoczę. No co, ja nie przeskoczę!?

W zeszłym tygodniu miałam zaszczyt pojechać na wycieczkę klasową z klasą 5C. W sumie wyszło to całkiem przypadkiem i spontanicznie, ale kiedy zobaczyłam tematykę tej wycieczki to byłam cała w skowronkach.IMG_20190919_191617.jpg Już pomijam fakt, że przemarzłam i chyba pierwszy raz w życiu we wrześniu chodziłam w podwójnych skarpetkach. Odleżałam swoje w weekend i nie żałuję, że pojechałam. A tematyka była super, bo był to survival: park linowy, paintball laserowy, ognisko, kamuflaż, budowanie szałasów. Słowem – z lasu wychodziliśmy tyle co odpocząć, zjeść i pójść spać. Wycieczka w ogóle to była z noclegiem, ale wbrew naszym obawom wszyscy spali, więc i my mogłyśmy spokojnie przespać całą noc, choć słowo „sen” jest tutaj pojęciem względnym. Nie znam nikogo, kto by się wyspał w pierwszą noc poza domem. Ja potrzebuje tak z 2-3 noce by się przyzwyczaić do innego miejsca. Podchody też były, ale postanowiłam zostać w ośrodku z tymi, co nie chcieli iść. Jakoś wizja chodzenia w ciemności po lesie mnie nie bawiła, chyba trochę boję się ciemności 😛 Najlepszy oczywiście był paintball. Podzieliłam się z wychowawcą tejże klasy po połowie i chyba z trzy rundy zagraliśmy. Całe szczęście, że obie kostki mam całe, bo w którymś momencie to źle stanęłam, to się potknęłam i koniec końców podskakiwałam zamiast biegać, ale ostatecznie to moja drużyna wygrała. A jednak WF wygrał, znowu… 😀 Po całym dniu takiego biegania mieliśmy ognisko i to był chyba gwóźdź programu, przynajmniej do momentu, aż chłopcy wymyślili konkurs na najbardziej spalony chleb. IMG_20190920_105845.jpg

Powyżej możecie zobaczyć przykładowy szałas, który czekał na nas w lesie. Później dzieciaki go rozebrały, bo budowały nowe, ale robi wrażenie, prawda? Z kolei na dole po lewej stronie jest wspomniany przeze mnie park linowy na który oczywiście też wlazłam, a po prawej taka fajna gra integracyjna. W tej grze chodziło to o by zespołowo podnieść każdy klocek i ustawić je jeden na drugim, aż powstanie wieża. Nie jest to takie proste, tym bardziej, że każdy ma w ręce sznurek i inny pomysł.

Myślę, że takie wycieczki to super sprawa, bo dzieci mają możliwość wybiegać się i wykrzyczeć za wszystkie czasy. To też nowe doświadczenia i walka ze swoimi słabościami (patrz: park linowy). Wyobraźcie sobie, że w jednym momencie dziecko prosi by je zdjąć z parku, a w drugim jednak idzie dalej, bo w sumie co mu szkodzi? A ile ja się naobiecywałam, że żadne z nich nie spadnie. Potem tylko się zastanawiałam czy nie stracą do mnie zaufania, gdy w końcu któremuś ta noga się omsknie, ale nic takiego się nie wydarzyło na szczęście 😛

Nauczyciele! Więcej takich wycieczek, pozwólmy dzieciom być dziećmi i uczmy się od nich tego dystansu do życia!

A wy…
Odnajdujecie w sobie dziecko na co dzień?

Dajcie znać!

Reklamy

22 myśli na temat “Patrząc na życie z dystansem… dziecka.

      1. Wręcz słyszę ich pieśń o wolności jak wpuszczę do parku latorośle… Normalnie chyba nawet bym miała czas na posiłek, nie tylko kawę… W szczególności jakby zawisły gdzieś głową w dół i się radośnie bujały… Dzieci nie mają leku wysokości, potem się pojawia…

        Polubione przez 1 osoba

      2. Im wcześnie zabierzesz na coś takiego dzieci tym lepiej 😀 No i ile frajdy to jest dla dziecka. Parki linowe jeszcze specjalnie oferują trasę dla dzieciaczków, bez upinania. Takie plac zabaw na wysokości 🙂

        Polubienie

  1. Pewnie ze odnajduje w sobie dziecko… Codziennie układam klocki, bawię się lalkami i turlam piłka z córeczką. Czuję się jak dziecko i fajnie… Co to dopiero będzie przy dwójce takich maluszków. Zabawy non stop!

    Polubione przez 1 osoba

  2. Zajebista wycieczka. A zachowanie i ekscytacja dzieciakow udowadnia moj poglad, ze dzieci sie wcale nie zmienily przez technologie. One sa dalej takie same. To rodzice sie zmienili. Panikuja, chuchaja na te dzieci. Latwiej jest im posadzic dziecko przed ekranem, niz puscic na dwor i wyobrazac sobie nie wiadomo jakie scenariusze. Sama bym chetnie pojechala na taka wycieczke. No moze nie w chwili obecnej na 4 dni przed porodem 😅

    Polubione przez 2 ludzi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s