Widoki na nowy tydzień

67735419_2605599366169782_8146178459308130304_o

Hej!

Udało mi się wyzdrowieć i to jest cudowne! Już tęskniłam za czasem, gdy mogłam oddychać przez nos, pełną piersią. Jutro ważny dzień – 11 listopada, u nas flaga już powiewa na wietrze, a jak u Was?

To zabawne, ale dokładnie rok temu, razem z P., mentalnie szykowaliśmy się do naszego pierwszego biegu na 10 kilometrów, z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości. Dzisiaj wracaliśmy myślami do tamtego dnia, jak i samego biegu. Wspomnienia z tamtego czasu są niesamowite, bo w końcu udało nam się zrobić coś, co wydawało się być nieosiągalne. W tym roku umyślnie nie zapisaliśmy się na bieg, bo uważamy, że drugi raz to nie byłoby już to samo, a uwierzcie mi, że należymy do ludzi, którzy potrzebują mocnych bodźców, by się zmotywować do działania 😛 Teraz nawet trochę mi ulżyło, bo po tygodniowym chorowaniu w życiu bym nie pobiegła, więc jutrzejsze święto uczcimy wycieczką do podziemi poznańskiej Fary, a później rogalami marcińskimi, jak nakazuje poznańska tradycja! A może i na grzane wino znajdzie się odrobina czasu 🙂

Jeśli macie ochotę wrócić ze mną do emocji z zeszłego roku to zapraszam tutaj: Nasza pierwsza „dyszka”! i naprawdę polecam takie wydarzenia!

*

Wczoraj wpadliśmy na genialny pomysł, by w długi weekend pojechać do galerii handlowej. Niestety wszyscy wiedzą i my w sumie też, że takich błędów się nie popełnia, bo właśnie wtedy jest mnóstwo ludzi. Jednak potrzeba kupienia spodni dresowych była ode mnie silniejsza, bo naprawdę ich potrzebuje, a najlepiej takich co zasłonią kostki, ale jakoś trudno jest o damskie, ciepłe dresy na 175 cm wzrostu. Męskie też nie wchodzą w grę, bo jestem do nich za szczupła. W rezultacie nie udało się zdobyć dresów, ale za to zjedliśmy po rogalu i spędziliśmy czas gdzieś indziej niż w domu.

Zazwyczaj, gdy bywamy w galeriach handlowych to zerkamy też na sklepy z garniturami. Zawsze wtedy P. mówi jakie mu się podobają, ale nie wchodzimy do sklepu, bo za chwile byłoby pytania czego szukamy i robienie wszystkiego byśmy to kupili za nieistniejące pieniądze. Wczoraj było jednak nieco inaczej… Wypatrzyliśmy bordowy garnitur  w sklepie Kubenz i stwierdziłam, że w sumie wejdziemy chociaż ten raz i najwyżej uciekniemy nim zmuszą nas do zakupów. Oczywiście od samego wejścia zostaliśmy przywitani, ale ekspedientka była tak pogodna, że oddałam P. w jej ręce. Zanim się obejrzałam, jakiś przystojniak, już stał cały ubrany od góry do dołu w garnitur ślubny. I wcale nie ten bordowy! Patrzyłam za nim i do przymierzalni, prawie wybiegłam z salonu, by znaleźć tego, z którym tu przyszłam – mojego przyszłego męża, ale nigdzie go nie było. „Ach, głupia ty!” – pomyślałam… „Przecież gość w garniaku to ten, którego szukasz!”. I wszystko było jasne.

Nieśmiało spytaliśmy te właśnie pogodną ekspedientkę ile kosztuje cały ten komplet, którym niczym peleryną niewidką, przykryła mojego ukochanego. Prawie wyskoczyliśmy z butów… z zachwytu, bo cena nie przekraczała 1100 zł, a zaznaczam, że w pakiecie były skórzane buty, koszula, mucha, poszetka i oczywiście garnitur. W ten właśnie sposób do domu wróciliśmy nie z dresami, a z garniturem! Myślicie pewnie, że to wcześnie, ale i tak spodnie są do skrócenia 2 miesiące przed ślubem i w razie wu będziemy mogli je też zwęzić lub poszerzyć. Teraz cena była atrakcyjna, no i kolor garnituru też nie jest klasyczny i nie wiadomo czy za pół roku udałoby nam się znaleźć coś podobnego, a P. po prostu zakochał się w nim, więc nie mogłam mu odmówić przyjemności jaką był zakup. Podobno to kolekcja limitowana… 😉

Później było już mniej przyjemnie, bo z parkingu wyjeżdżaliśmy ponad godzinę i przyrzekam, że wyglądało to już bardzo niebezpiecznie. Nie chce wiedzieć ile wynosiło stężenie spalin, ale przyznam, że po 40 minutach już bolała nas głowa, a mi było niedobrze…

*

Wieczorem odwiedzili nas przyjaciele z którymi siedzieliśmy do 2 w nocy. Było KSW, winko, whiskey, pizza, sałatka ze szpinakiem, burakami i kozim serem, i coś do pochrupania. Nie mogę też pominąć Ginger, która zdecydowanie była gwiazdą wieczoru.  Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie umówili się już na Andrzejki, a następnie na Sylwestra 😀 Takie posiadówki to jeden z wielu ogromnych plusów mieszkania we dwoje. Nie trzeba wychodzić do ludzi, żeby się z nimi spotkać, a to po prostu dla nas idealne rozwiązanie!

Nie no, lubimy wychodzić. Dziś na przykład łapaliśmy ostatnie promienie słońca i napawaliśmy się czystym leśnym powietrzem. Przy okazji odtwarzając wspomnienia z gimnazjum, kiedy to lato spędzaliśmy nad rzeką, a zimę na spacerach, których nigdy nie chciało się kończyć ❤

 

 

 

[*]

5 myśli na temat “Widoki na nowy tydzień

  1. Fajne zdjęcie główne 🙂
    Dopiero wyzdrowiałaś, a już cię poniosło w miasto 😛
    Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam w galerii. Jakoś mnie tam nie ciągnie. No, ale u was wyszło na dobre 🙂
    A jaki kolor garnituru?

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s