„And that was…” – czyli podsumowanie stycznia

83613708_1802375803225994_6443156083140722688_o(obrazek: La Herediada)

Hej!

Żaden obrazek, tak jak ten, nie oddaje w 100% tego jaki był mój styczeń. Do tego stopnia był zły, że nawet ten wpis piszę po raz drugi! Za pierwszym razem tak bardzo nie podobało mi się to, co napisałam, że kliknęłam usuń wpis i tyle go widziano.

Mam wrażenie, że styczeń był ogarnięty jakąś plagą nieszczęść i wcale nie mówię tutaj w temacie dosyć popularnym, czyli koronowirusa. Zwykły ból gardła zatrzymał mnie w łóżku (i na l4) na ponad 2 tygodnie z zapaleniem ucha środkowego, co najlepiej podsumował mój pasek od wypłaty…

Ilość dni pracujących: 4

I rzeczywiście byłam 4 dni, bo tylko tyle spędziłam w szkole po długiej przerwie świątecznej, a następnie po zwolnieniu lekarskim rozpoczęły się ferie zimowe. W sumie miesiąc bez pracy, choć gdy widzę, że do końca wolnego pozostało mi 5 dni to nie wiem gdzie reszta tych 23 dni, które spędziłam w domu 😛 Chyba tylko cudem uniknęłam depresji i klaustrofobii, choć blisko było do „domofobii”. Z tego wszystkiego i tak najbardziej żal mi formy, z której wyszłam na jakiś czas, ale już niedługo marzec i myślę, że znowu wskoczę w adidasy do biegania, i zacznie się kręcenie kilometrów 🙂

W temacie chorób, Ginger też trochę nas zaczęła niepokoić… Na początku stycznia wymiotowała przez 3 dni, a żeby było ciekawiej to akurat nas wtedy nie było, bo byliśmy  w górach. Po 3 dniach przeszło jej, a z czasem zauważyliśmy, że wymioty powtarzają się średnio raz na tydzień i wywnioskowaliśmy, że szkodzi jej jeden ze smaków karmy. W sumie trochę też wydaje nam się dziwne, że nagle pojawiły się problemy z karmą, którą dajemy jej od listopada i z którą dotąd nie było takich rewolucji. No i kiedy już myśleliśmy, że wyeliminowaliśmy winnego to cóż… Dziś o 2:30 znowu musieliśmy sprzątać podłogę, także chyba problem leży głębiej i raczej bez weterynarza się nie obejdzie… 😦

*

Jednak, żeby nie było, że przez cały styczeń było źle, ble i fuj, no to w sumie mam też dobre wspomnienia, jak na przykład weekendowy wypad w góry w poszukiwaniu śniegu i na 90 urodziny dziadka mojego P. :-). Biały puch udało się znaleźć pod szczytem Jagodna, ale zdecydowanie nie byliśmy przygotowani na chodzenie w takich warunkach, więc skończyło się na patrzeniu i zrobieniu kilku fotek. Wypoczęliśmy, spotkaliśmy się z rodziną i wręczyliśmy pierwsze zaproszenia ślubne, co zdecydowanie wprawiło mnie w dziwne uczucie, które dotąd nie znałam, ale… cudownie jest oficjalnie ogłosić wszem i wobec, że będzie ślub i wesele ❤ Dodam jeszcze, że wyjazd ten był takim pierwszym w towarzystwie moich przyszłych teściów i miło było spędzić ten czas wspólnie 😀

82687166_487491042169103_597121829919784960_n-1

Co do samego ślubu to często w czasie wolnym uciekałam do niego myślami, by nie zwariować, gdy P. miał popołudniowe zmiany. No i wynik moich ucieczek jest jak najbardziej na plus, bo udało nam się dzięki temu ogarnąć podróż poślubną, a także zaplanować prezenty dla gości i zarezerwować napis świetlny na salę weselną 🙂 Wypisaliśmy też sobie to co już mamy zrobione i to, co jeszcze jest do zrobienia. Przyklepaliśmy też listę gości! Nie byłabym też sobą, gdybym się Wam nie pochwaliła moimi nowymi ślubnymi cudeńkami… ❤

83567283_177870686760509_2477984735796658176_n

*

Luty już się rozpoczął i mam nadzieję, że minie na spokojnie, bez żadnych grubszych wydarzeń. Tym bardziej, że styczeń ogólnie był bardzo niespokojny zarówno u mnie, jak i jeśli chodzi o świat. Rok 2020 póki co zapowiada się całkiem… nieciekawie 😉

A co u Was? Jak Wam minął poprzedni miesiąc? 

Ostatnio jestem do tyłu z Waszymi wpisami, ale pewnie nadrobię jak tylko wrócę do pracy i znowu będę podróżować komunikacją miejską 😀

Buziaki :-*

9 myśli na temat “„And that was…” – czyli podsumowanie stycznia

    1. I wiedzą co to jest? My stoimy między „kocią fanaberią”, a tym, że może je za dużo na raz. Od jutra zobaczymy jak będzie z mniejszymi porcjami… Gdyby chociaż zachowywała się jak chora, ale ona bryka od rana do nocy 😛

      Czyli jednak :/ Ale netflix to jednak najlepszy przyjaciel w chorobie 😀

      Polubienie

  1. Ostatnio chyba czesto chorujesz co? Tak sobie mysle, ze moze masz gorsza diete? Ruchu Ci zdecydowanie nie brakuje, a jednak organizm jest slaby. Czy to moze byc wynikiem oszczedzania na slub? Jesz zdrowo? Co z owocami i warzywami? Bierzesz witamine D? C? Martwie sie:*

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ooo jak miło, że się martwisz :* W sumie to zdrowo się odżywiam, dbam o to by mieć wszystkie ważne składniki w diecie, w ciągu dnia. Obawiam się, że to wpływ tego, że w szkole mam do czynienia z innymi bakteriami niż dotychczas, których mój organizm nie znał. Podobno pierwszy rok w szkole jest pod tym względem trudny… A to co miałam teraz to przypuszczam, że wyszło z niedoleczonej infekcji gardła, która miałam już w listopadzie i tylko „zamaskowałam” dolegliwości, bo migdały miałam okropne 🙈 Teraz po chorobie wzmacniam organizm dodatkową witaminą B i w sumie czuje się mega dobrze 🙂

      A oszczędzanie na ślub przebiega pod kontrolą. Na pierwszym miejscu jesteśmy my i nasze życie, a dopiero na drugim ślub 🙂

      Polubienie

      1. Na szczęście ślub w sierpniu, więc w lipcu się wykuruje…. 😂 Nie no, żarcik. Dla mnie ogólnie okres od listopada do lutego jest ciężki… Nawet jeszcze na studiach, gdy tylko prowadziłam fitness, to miałam problemy z gardłem i zatokami. Teraz nawet lepiej, że mi to zapalenie ucha wyszło, bo w końcu mam wyleczone zatoki i np zauważyłam, że nie śpię z otwartą buzią jak dotychczas 😅

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s